Recenzja

Czarownica z Radosnej - Wirtualna Polska

Zofia Staniszewska - Czarownica z Radosnej

I w tym momencie pojawia się Zofia Staniszewska ze swoją Czarownicą, lekturą lekką i przyjemna, ale całkiem niegłupią. Staniszewska swoją bohaterką czyni, młodą jeszcze, bibliotekarkę; wdowę z dwójką dzieci, zamieszkującą małą wioseczkę. Problemy Jagody to nie zawirowania miłosne i trudny wybór między stadem przystojnych i bogatych mężczyzn. Nie boryka się też ona z typowymi dramatami bohaterek literatury kobiecej: czyli rzeczami tak strasznymi, jak nadwaga, kolejne urodziny, czy też nie daj Boże – cellulit! Dorastające dzieci, zrzędliwa dyrektorka szkoły obcinająca fundusze na książki oraz zdewociałe sąsiadki to małe i codzienne kłopoty, z którymi zmaga się główna bohaterka. Rzecz jasna, nie obyło się także bez wątku miłosnego, ale wprowadzony został nienachalnie i nie jest głównym motorem akcji. W rezultacie otrzymujemy sporą dawkę ciekawej i bezpretensjonalnej rozrywki, okraszonej kilkoma przepisami kulinarnymi i trafnymi obserwacjami socjologicznymi.

Tytułowa czarownica uprawia jogę, nocami chadza po łąkach i plecie wianki w Święto Kupały, dzieci wychowuje dosyć swobodnie i wierzy w zaklinanie rzeczywistości. W gospodarstwie hoduje konie, psy i koty. Czasami rzuci jakiś urok i opowie bajkę z morałem. Ot, zwykły dzionek wiejskiej bibliotekarki, czyli życie w zgodzie z naturą oraz korzystanie z magii zwierząt roślin. Czarownica z Radosnej wpisuje się też w pewien trend, którego nie sposób nie zauważyć ostatnio w literaturze popularnej – pochwałę życia na wsi, swoistej apologii tego miejsca. Staniszewska nie idealizuje polskiej prowincji, zapełnia ją drobnymi pijaczkami, przesadnie religijnymi staruszkami, równie skorymi do modlitw, co i plotek. Kreśli dosyć grubą kreską sylwetki miejscowej władzy: chciwej i „kombinującej”; dyrektorką szkoły czyni pretensjonalną i zadufaną w sobie ignorantkę. Całość mimo to sprawia sympatyczne wrażenie, także na przybyszach „z zewnątrz”, takich jak koleżanki i siostra Jagody, które na wsi znajdują potwierdzenie swojej kobiecości, chwilkę szczęścia, czy też moment oddechu w codziennym biegu (...)

Zjadliwe poczucie humoru, z jakim autorka opisuje rzeczywistość, chroni książkę przed sztampowością i zbytnim przesłodzeniem, a co za tym idzie przekłamaniem. Na szczęście Staniszewska nie udaje, że tworzy coś ponad literaturę rozrywkową, ale też nie karmi czytelniczek porcją banałów i niedopracowanymi postaciami. To rzetelnie skonstruowane „czytadło”, doskonałe na wieczór w fotelu, z kubkiem zielonej herbaty w ręce.

 

Recenzja: Małgorzata Tomaszek, Wp.pl

Kryminalistyka Grabarz Polski Paradoks Dziennik Literacki Kalio czyta
Konflikty Prowincjonalne Nauczycielstwo Gildia Modowo Swiat ELit
Arsenał Secretum Fashion Doctors Przy Kominku Arena Horror
Zbrodniawbibliotece Matras Creatio.art.pl Unreal Fanatsy