Recenzja
Lesley Pearse - Gypsy
Akcja rozgrywa się na przełomie XIX i XX wieku. Rozpoczyna się w Liverpoolu w domu szanowanego szewca, kończy na statku zmierzającym z Alaski do Vancouver. Po drodze na główną bohaterkę spadają wszelkie możliwe nieszczęścia, przez co historia odarta jest z autentyczności, jednak od fabularnej porażki chroni ją narracyjny kunszt i dbałość o ukazanie tak odległych czasów w sposób jak najbliższy prawdzie.
Jeżeli któryś z czytelników uważa, że jego życie jest ciężkie i wypełnione przeciwnościami losu, to koniecznie, aby podnieść sobie morale, powinien przeczytać historię Beth – utalentowanej skrzypaczki. Samobójstwo ojca, matka z niechcianym dzieckiem z nieprawego łoża, pożar domu, oddanie ukochanej siostry do adopcji, mordercza praca, wyjazd do Stanów Zjednoczonych, praca w spelunach, zakochanie się w hazardziście, porwanie i przetrzymywanie w ciemnej piwnicy, ucieczka przed zbirami niemalże przez cały kontynent, poronienie, poddanie się gorączce złota, mordercza przeprawa przez alaskańskie góry, utrata dwóch ukochanych mężczyzn i całego majątku – to tylko część katastrof w życiu bohaterki. Ale ona jest dzielna, nie poddaje się w żadnej sytuacji i ma talent zdobywania serc nawet najbardziej niemiłych osób. Wraz z bratem, wspomnianym ukochanym hazardzistą, oraz zaradnym przyjacielem brata (szaleńczo w niej zakochanym) podróżują przez Stany Zjednoczone, Kanadę i Alaskę, po to aby zdobyć fortunę (a jakże!), ale w rezultacie wypełnić swoje przeznaczenie.
Beth ma sposób na depresję – grę na skrzypcach, która nie tylko porywa tłumy w każdym miejscu postoju, ale jeszcze jest na tyle dochodowa, że pozwala całej czwórce przyjaciół żyć na godnym poziomie. Autorka nie stara się być muzykolożką, więc opisy „cudownej” gry na skrzypcach są bardzo ubogie, ale trzeba przyznać, że Pearse wczuła się bardzo w prawdę historyczną i odwaliła kawał dobrej roboty opisując nie tylko kulturę przełomu wieków, podział klasowy społeczeństwa, ale i przyrodę, medycynę, nawet modę tamtych czasów.
W suplemencie do powieści znajdziemy obszerną biografię autorki, oraz wywiad z nią, dotyczący sposobu pisania epopei, z którego, z pewnym pozytywnym zdziwieniem, dowiedziałam się, że Pearce osobiście przemierzyła trasę poszukiwaczy złota w Klondike przez przełęcz Chilkoot do Dawson.
Na brawa zasługuje też przemycanie feministycznych treści, bo nie tylko Beth dzielnie sobie radzi z wszelkimi nawiedzającymi ją katastrofami, to jeszcze nie chce być niczyją utrzymanką, odważnie dąży do samodzielności, zabezpiecza się przed niechcianą ciążą, odrzuca oświadczyny ukochanego, na którego nie może liczyć, walczy o godne traktowanie saloonowych dziwek oraz zdaje sobie sprawę z tego, że kobieta, która chce zarabiać na scenie, zarezerwowanej dla mężczyzn, musi dać z siebie więcej. Musi również walczyć o swoje miejsce w społeczeństwie wyróżniającym dwa typy kobiet: cnotliwe, pracujące w pocie czoła służąc innym i prowadząc dom, oraz rozwiązłe – dziwki albo utrzymanki, wyzywająco ubrane, żyjące z atrybutów swojego ciała. Beth stara się utorować drogę trzeciemu typowi: artystki – wolnej, niezależnej, ale i dbającej o rodzinę.


















