Recenzja

Gypsy - Papierowe Myśli

Lesley Pearse - Gypsy

 

Sięgając po "Gypsy" Lesley Pearse byłam przekonana, że będzie to obszerna powieść o utalentowanej skrzypaczce. Owszem, gra na tym instrumencie stanowi jeden z wątków książki, ale jednak nie kluczowy. Najważniejszy jest tu motyw podróży i zapis dramatycznych losów głównej bohaterki. Właściwie tuż za początkiem historii ma się wrażenie, że na Beth spadł już zbyt wielki ciężar i wreszcie musi jej się zacząć lepiej układać.

Dziewczyna poza swoją niewątpliwą urodą i powalającym talentem do grania na skrzypcach ma też kochającego brata Sama, oddanego przyjaciela Jacka i... Theo. W poszukiwaniu lepszego losu cała czwórka przepływa ocean by znaleźć się w lepszym kraju, Ameryce. Tam przenoszą się, zwykle w dramatycznych okolicznościach, z miejsca na miejsce, aż w końcu dotyka ich gorączka złota. I tak znajdują się w Klondike, miejscu, gdzie najdziwniejsi ludzie poszukują gwarantujących lepsze życie samorodków. Jedyne, co ich wszystkich łączy, to miłość do tych cudownych dźwięków, które potrafi ze swojego instrumentu wydobyć ponętna Gypsy.

Pomimo pokaźnych rozmiarów i osadzenia akcji w stosunkowo odległej przeszłości, "Gypsy" czyta się z niespotykaną lekkością. Mogę się szczerze przyznać, że niejedną o połowę cieńszą książkę czytałam dłużej, niż tę epopeję. Co prawda akcja nieco zwalnia tuż za połową, ale nadal jest to historia wciągająca. Wielką zaletą powieści jest umiejętne oddanie przez autorkę klimatu wiktoriańskiej Anglii, z jej podziałem na poszczególne klasy i ogromną przepaścią, jaką widać między poszczególnymi stanami. Jeszcze lepiej Pearse udało się zaprezentować Amerykę z okresu gorączki złota, a szczególnie te na szybko stawiane miasteczka w okolicy, gdzie ponoć znaleźć można złoty kruszec. Te realia same w sobie są interesujące, a w "Gypsy" jest jeszcze przecież umiejętnie nakreślona fabuła, w której pierwsze skrzypce gra wyjątkowo interesująca Brytyjka.

"Gypsy" raczej nie zmusi tych, którzy z trudem brną przez najkrótsze opowiadania, do zachłystywania się tymi ponad sześciuset stronami. Pewnie też nie sprawi, że fanatyk dzieł futurologów nagle zakocha się w przeszłości. Ale byłabym mocno zdziwiona, gdyby powieść Lesley Pearse nie przypadła do gustu komuś, komu te dwie wyżej wymienione cechy zupełnie nie przeszkadzają.

 

Recenzja: Agnieszka Mazur, PapieroweMyśli.pl

Kryminalistyka Grabarz Polski Paradoks Dziennik Literacki Kalio czyta
Konflikty Prowincjonalne Nauczycielstwo Gildia Modowo Swiat ELit
Arsenał Secretum Fashion Doctors Przy Kominku Arena Horror
Zbrodniawbibliotece Matras Creatio.art.pl Unreal Fanatsy