Recenzja
Kathy Reichs - Kości w proch
Podziwiamy też błyskotliwą analizę lingwistyczną i otrzymujemy pokaźną dawkę wiedzy na temat trądu. Tempe jak zwykle relacjonuje stan swoich uczuć, wiemy więc na czym stoimy, jeśli chodzi o jej relacje z Ryanem. Jest nie za dobrze – czyli w normie, powiedziałby cynicznie stały czytelnik książek Reichs. W relacje Tempe i Ryana wkrada się niepewność, jest ona konsekwencją tego, co opisano w „Okruchach śmierci”. Pete, mąż Tempe, został postrzelony, a doktor Brennan podeszła do tego faktu z dużym zaangażowaniem, na tyle dużym, by zaniepokoić detektywa. W „Kościach w proch” Ryan jest dość melancholijny, problemem jest ów Pete – już nie mąż, ale ciągle mąż, Brennan nie zdecydowała się bowiem na rozwód. Przystojny detektyw nie po raz pierwszy stawia na konfrontacyjny styl bycia, zmuszając bohaterkę do odpowiedzi na trudne i odsuwane zwykle na bok pytania. Dziesiąta część serii to nie tylko refleksyjny nastrój Ryana, ale i ogólnie przygnębiająca atmosfera – para zakochanych bohaterów właściwie w ogóle nie żartuje i nie przekomarza się, a przyzwyczailiśmy się, przyznajmy, do takiej konwencji. Tempe i Ryan smutnie na siebie spoglądają, próbują sobie coś wyjaśnić, powiedzieć, że to, co dzieje się między nimi, jest ważne, ale w ostatecznym momencie milkną, wycofują się, zachowują dystans. Wreszcie detektyw informuje Tempe o czymś, co ma związek z jego odnalezioną po latach córką i co spowoduje, iż świat Brennan legnie w gruzach. I znowu będzie chodziło o dobrze znany trójkąt: ona, Pete i Ryan. Akcję ratunkową urządzi tym razem Harry, młodsza siostra Tempe, która właśnie po raz piąty lub szósty się rozwodzi. Zważywszy na zmianę, jaka zachodzi w relacjach Brennan i Ryana, śledztwo aż iskrzy od napięcia, znaczących spojrzeń, żalu, nadziei i niepewności. Nic dziwnego, wszak antropolożka nie pierwszy zresztą raz stwierdza: „Minęło dziesięć lat, a ja wciąż trzęsłam się na jego widok. Przynajmniej raz ocena Harry była trafna. Ryan był cholernie przystojny” (s. 337). Sprawa, którą będą badać, okaże się wyjątkowo przerażająca, ofiarami będą bowiem przede wszystkim dzieci. Jednocześnie jednak praca odsłoni istotny wymiar związku Ryana i Brennan – doskonale się rozumieją, nawet bez słów, i równie doskonale się uzupełniają (pod każdym względem). Reichs zostawia nas ostatecznie w zawieszeniu – nie wiemy bowiem tak naprawdę, w którą stronę ewoluował związek antropolożki i detektywa? Z tym większą niecierpliwością pozostaje nam czekać na „Diabelskie kości”, część jedenastą, która już w październiku ukaże się po polsku.


















