Recenzja
Kathy Reichs - Kości w proch
Dorosła już Temperance wraca do swojego drugiego domu w Montrealu, gdzie pracuje jako antropolog sądowy. Jeden z detektywów – Hippo Gallant – mówi jej, że w prowincjonalnym komisariacie w Maritimes czekają na nią kości. Tempe została poproszona, by je zbadać. Doktor Brennan przypomina sobie, że jej przyjaciółka Évangéline pochodziła właśnie z tamtych rejonów i przechodzi jej przez myśl, że być może są to jej kości. Na jej życzenie szczątki są przetransportowane do Montrealu, by tu mogła poddać je badaniu.
Tempe dostaje pozwolenie, by zbadać kości, ale musi to zrobić w przerwach w pracy nad sprawami, którym już wcześniej została przypisana. A tych spraw jest wiele. W Kanadzie, wraz z pierwszymi wiosennymi roztopami, światło dzienne ujrzało wiele ofiar wcześniejszych zbrodni. Współpracując ze swoim partnerem detektywem Ryanem, z którym łączy ją chyba coś więcej niż tylko praca, Tempe odkrywa coraz bardziej drastyczne szczegóły tych spraw, które prowadzą ją do przerażającego świata dziecięcej pornografii. Jakby tego było mało, jej siostra Harry dzwoni z Teksasu, informując ją, że (znowu) się rozwodzi. Chce przyjechać do siostry do Montrealu, by mieć czas na dojście do siebie. Temperance nie byłaby sobą, gdyby poza godzinami pracy nie prowadziła śledztwa na własną rękę. Dzięki temu odkrywają wraz z siostrą, że Obéline żyje. I dopiero wtedy akcja nabiera tempa właściwego dla pozostałych powieści Kathy Reichs. Mnożą się wątki, spekulacje i opisy niesamowitych procedur związanych z pracą antropologa sądowego. Tajemnice, których rozwikłanie zdaje się niemożliwe.
Wszystkie dotychczasowe powieści Kathy Reichs były bestsellerami. Są też naprawdę przyjemnymi lekturami, oczywiście dla wszystkich tych, którzy mają w miarę mocne nerwy, żeby czytać bardzo szczegółowe opisy codziennej pracy antropologa sądowego. Aby jednak dobrze się bawić, czytając Kości w proch, nie trzeba koniecznie znać wszystkich poprzednich jej książek. Choć nie ulega wątpliwości, że jeśli już raz polubi się Temperance Brennan i z zapartym tchem skończy się śledzenie którejś z jej przygód, to z przyjemnością będzie się sięgało po kolejne tomy. Nie należy się też zrażać tym, że antropologia sądowa jako dziedzina jest dość hermetyczna, a specyficzny żargon może utrudniać zrozumienie tekstu. Nic z tych rzeczy. Kathy Reichs to jeden z tych naukowców, którzy potrafią pisać. Co więcej, najpełniej realizuje się, pisząc właśnie o tym, na czym zna się najlepiej, czyli właśnie o swojej pracy. Robi to w sposób bardzo przystępny, ale też nieobrażający intelektu czytelnika. Zero nudnej dydaktyki! Spędziwszy dużą część swojego zawodowego życia w Montrealu, autorka z dużym wdziękiem maluje też obraz metropolii. Na tyle sugestywnie, że ma się samemu ochotę odwiedzić to kanadyjskie miasto.
Książki Kathy Reichs, a wśród nich również Kości w proch, to pokaźne tomy. Czyta się je jednak szybko, a zimowe weekendy to idealny czas, by udać się z Temperance Brennan w kolejną długą podróż i razem z nią rozwikływać kolejne zagadki. Łatwo można się zatracić w lekturze. Lepiej jednak nie zatracać się w niej zaraz po obfitym posiłku. W końcu Tempe znów bada ciała, które naprawdę są nie „pierwszej świeżości”. Niektóre opisy są przeznaczone dla czytelników o naprawdę mocnych nerwach.
Ta książka to kawałek dobrej prozy, charakteryzujący się naukowym umiłowaniem detalu i coraz bardziej psychologicznie wiarogodnymi portretami głównych bohaterów. Kolejny zresztą raz autorka przekonała mnie, że nie sposób nie lubić Tempe. Stale rosnący legion fanów twórczości Reichs na pewno nie będzie zawiedziony. A nowi czytelnicy z pewnością dołączoną do grona lojalnych zwolenników tej pisarki.


















